[1] artykuł sponsorowany nofollow czy dofollow
Artykuł sponsorowany nofollow czy dofollow: co naprawdę mówi Google
Sprawdź w 60 sekund, czy asystenci AI wymieniają Twoją markę.
Link z artykułu sponsorowanego powinien mieć atrybut rel sponsored albo rel nofollow, bo tak mówią wytyczne Google dotyczące linków w treści opłaconej. Kupienie linku dofollow, który ma przekazywać moc rankingową, jest naruszeniem zasad antyspamowych, a odpowiedzialność ponoszą obie strony transakcji: wydawca i reklamodawca. To nie znaczy, że publikacja sponsorowana jest bezwartościowa. Znaczy, że jej wartość leży gdzie indziej niż w atrybucie odnośnika, i warto wiedzieć gdzie, zanim podpiszesz zamówienie.
Co dokładnie mówią wytyczne Google o linkach w artykułach sponsorowanych
Zasady antyspamowe Google opisują schematy linkowe, czyli działania nastawione na manipulowanie pozycją strony. Wymieniają wprost kupowanie i sprzedawanie linków przekazujących moc rankingową, wymianę linków za produkty lub usługi oraz artykuły publikowane wyłącznie po to, żeby umieścić w nich odnośnik.
Kluczowe jest jedno rozróżnienie, które w polskich dyskusjach o linkbuildingu wciąż ginie. Płatna publikacja nie jest zakazana. Zakazane jest udawanie, że płatny odnośnik jest rekomendacją redakcyjną. Jeżeli link jest oznaczony atrybutem rel sponsored albo rel nofollow, transakcja mieści się w zasadach i nikt nikogo za nią nie ukarze. Naruszeniem jest dopiero kupno odnośnika bez atrybutu, z intencją przekazania mocy.
Warto dodać, że od aktualizacji zasad z 2024 roku Google osobno traktuje nadużywanie reputacji serwisu, czyli sytuację, w której duży, zaufany portal wynajmuje swoją domenę pod treści komercyjne przygotowane przez podmioty trzecie. To jest powód, dla którego największe polskie portale coraz konsekwentniej oznaczają linki w materiałach sponsorowanych: mają najwięcej do stracenia.
Czym różnią się nofollow, sponsored i ugc
Od 2019 roku obok klasycznego nofollow istnieją dwa doprecyzowujące atrybuty. Wszystkie trzy mówią wyszukiwarce to samo w praktyce, ale różnią się deklarowanym powodem.
| Atrybut | Kiedy się go używa | Co komunikuje wyszukiwarce |
|---|---|---|
| rel="sponsored" | Link powstał w wyniku płatności, sponsoringu lub innej umowy handlowej | To jest odnośnik komercyjny, nie traktuj go jak rekomendacji |
| rel="nofollow" | Nie chcesz ręczyć za stronę docelową, z dowolnego powodu | Nie wiąż mojej strony z tym adresem |
| rel="ugc" | Link dodany przez użytkownika, na przykład w komentarzu lub na forum | To treść od użytkownika, nie redakcji |
| brak atrybutu (dofollow) | Zwykły odnośnik redakcyjny | Ręczę za tę stronę, to moja rekomendacja |
W kontekście artykułu sponsorowanego poprawny jest rel sponsored. Rel nofollow też jest akceptowany i wiele redakcji nadal stosuje właśnie jego, bo mają go wpisanego w szablon od lat. Z punktu widzenia zgodności z wytycznymi oba załatwiają sprawę.
Czy link nofollow ma jakąkolwiek wartość?
Ma, choć inną niż zakłada większość kupujących. W 2020 roku Google zmieniło sposób traktowania tych atrybutów: przestały być bezwzględną dyrektywą, a stały się wskazówką. Wyszukiwarka bierze je pod uwagę przy ocenie, ale sama decyduje, jak je zinterpretować w kontekście całej strony. Nie ma więc gwarancji, że link z atrybutem przekaże zero wartości, ani gwarancji, że przekaże jakąkolwiek.
Praktyczny wniosek jest prosty: nie kupuj publikacji z założeniem, że atrybut nofollow zostanie zignorowany na Twoją korzyść. Traktuj wartość rankingową takiego odnośnika jako niepewną i policz opłacalność zakupu bez niej. Jeśli rachunek nadal się spina, kupujesz świadomie. Jeśli spina się wyłącznie przy założeniu przekazania mocy, kupujesz nadzieję.
Osobno warto pamiętać o czymś, o czym rzadko mówi się przy sprzedaży pakietów linków: profil odnośników złożony wyłącznie z linków dofollow wygląda sztucznie. Naturalne serwisy zbierają mieszankę, w której część odnośników jest oznaczona, bo pochodzi z mediów społecznościowych, forów i właśnie z materiałów sponsorowanych. Obecność oznaczonych linków w profilu nie jest problemem, tylko normą.
Co grozi za kupowanie linków dofollow
Możliwe konsekwencje są dwie i mają różny ciężar. Pierwsza to algorytmiczne unieważnienie odnośnika: systemy Google rozpoznają wzorzec płatnego linkowania i po prostu przestają liczyć takie linki. Nic się nie dzieje, poza tym, że wydane pieniądze nie robią nic. To scenariusz najczęstszy i najbardziej niewidoczny, bo trudno odróżnić go od zwykłego braku efektu.
Druga to ręczne działanie nałożone przez zespół do spraw spamu, widoczne w Search Console jako komunikat o nienaturalnych linkach. Wtedy spadek pozycji jest odczuwalny, a wyjście z sytuacji wymaga usunięcia lub oznaczenia odnośników i wniosku o ponowne rozpatrzenie. Zajmuje to tygodnie, czasem miesiące.
Ryzyko rośnie wraz ze skalą i powtarzalnością wzorca. Pojedyncza publikacja z niedopatrzonym atrybutem nikogo nie zatopi. Kilkaset tekstów w tych samych serwisach, z tym samym anchorem i tą samą strukturą, to już wzorzec, który da się wykryć automatycznie.
Jak sprawdzić, jaki atrybut ma link w publikacji
To zajmuje trzydzieści sekund i warto zrobić to jeszcze przed zapłatą, na przykładowej publikacji z tego samego serwisu.
- Otwórz dowolny wcześniejszy artykuł sponsorowany w danym medium.
- Kliknij prawym przyciskiem myszy na odnośnik do strony reklamodawcy i wybierz zbadanie elementu.
- Popatrz na znacznik a. Jeśli widzisz rel="sponsored" albo rel="nofollow", link jest oznaczony. Jeśli nie ma atrybutu rel, jest to link dofollow.
- Sprawdź przy okazji, jak oznaczony jest sam materiał: czy widnieje przy nim czytelna informacja o charakterze promocyjnym.
Jeśli oferta deklaruje dofollow, a Ty i tak chcesz kupić publikację, zadaj sobie jedno pytanie: skoro wydawca łamie wytyczne wyszukiwarki na własnej domenie, jak długo ta domena pozostanie wartościowa. Serwis, który sprzedaje nieoznaczone linki hurtowo, traci wiarygodność szybciej niż zwraca się faktura.
Skoro nie link, to co właściwie kupujesz
Publikacja sponsorowana w sensownym medium ma cztery wartości, z których żadna nie zależy od atrybutu odnośnika.
- Ruch z odesłania. Czytelnik, który klika, jest w kontekście tematu i przychodzi ciepły. W mediach branżowych ten ruch bywa niewielki, ale konwertuje lepiej niż większość kampanii płatnych.
- Rozpoznawalność w konkretnym środowisku. Nazwisko eksperta i nazwa firmy widziane kilka razy w tym samym tytule zostają w pamięci decydenta, który za pół roku będzie wybierał dostawcę.
- Materiał, do którego można się odwołać. Publikacja w niezależnym medium działa w rozmowie sprzedażowej inaczej niż wpis na własnym blogu, bo ktoś inny uznał temat za wart opublikowania.
- Źródło dla modeli językowych. Asystenci AI budują odpowiedzi z treści, które uznają za trafne i wiarygodne, i nie liczą przy tym linków ani ich atrybutów. Publikacja merytoryczna w rozpoznawalnym medium może stać się takim źródłem, tekst pod samą frazę raczej nie.
To ostatnie jest dziś najbardziej niedoszacowane. Cała dyskusja o atrybutach linków toczy się wokół mechaniki, którą wymyślono dla wyszukiwarki opartej na grafie odnośników. Modele językowe nie działają w ten sposób, co rozkładamy na części w tekście o tym, czym różni się digital PR od linkbuildingu. Wśród polskich marketerów ta zmiana dopiero się przebija, bo przez piętnaście lat wartość publikacji mierzyło się parametrami domeny, a nie tym, czy tekst da się zacytować.
Praktyczna decyzja: kiedy kupować mimo nofollow
Jeśli publikacja ma być inwestycją w pozycję konkretnej podstrony w Google i nic więcej, oznaczony link jest słabym argumentem za wydatkiem rzędu kilku tysięcy złotych. Wtedy lepiej porównać koszt z innymi drogami zdobycia widoczności.
Jeśli natomiast kupujesz obecność, czyli chcesz, żeby Twoja firma pojawiała się tam, gdzie klient szuka informacji, atrybut przestaje być kryterium. Wtedy pytania brzmią inaczej: czy to medium czyta mój klient, czy tekst obroni się merytorycznie, czy publikacja zostanie na serwerze na stałe i czy stać mnie na powtórzenie tego kilka razy w roku. Widełki cen, od tanich portali regionalnych po tytuły premium, rozpisaliśmy na stronie artykuł sponsorowany cena, a osobne zestawienie dla mediów regionalnych na stronie artykuł sponsorowany w mediach lokalnych.
Trzecia sytuacja, najczęstsza w praktyce, to budżet dzielony. Część na fundament techniczny i treść na własnej stronie, część na regularną obecność ekspercką w mediach, które w Twojej niszy uchodzą za punkt odniesienia. W takim układzie pojedynczy odnośnik przestaje być tematem rozmowy, bo liczy się suma sygnałów. Jak dobierać media pod ten cel, opisujemy na stronie media branżowe, a różnicę między kupowaniem linków a budowaniem źródła na stronie linkbuilding a publikacja ekspercka.
Zanim zamówisz publikację
Sprawdź trzy rzeczy: atrybut linków w przykładowej publikacji, sposób oznaczenia materiału zgodnie z wytycznymi UOKiK oraz czas utrzymania tekstu w serwisie. Pierwsze i drugie sprawdzisz sam w kodzie strony, o trzecie trzeba zapytać. Jak poprawnie oznaczać materiały opłacone, tłumaczymy w poradniku jak oznaczać materiał sponsorowany zgodnie z UOKiK.
Jeśli chcesz zamienić pojedyncze zakupy publikacji na stałą obecność w źródłach, po które sięgają dziennikarze i asystenci AI, zobacz, jak prowadzimy digital PR pod widoczność w AI, i sprawdź plany w cenniku. Zwiększamy szanse obecności w zaufanych źródłach; nie gwarantujemy rekomendacji ani cytowań AI.
Zbuduj widoczność marki w AI
Publikacje eksperckie i sponsorowane w zaufanych mediach branżowych, jawnie oznaczone zgodnie z UOKiK, plus monitoring cytowań. Zwiększamy szanse obecności; nie gwarantujemy cytowań AI.
[2] Czytaj dalej
Powiązane artykuły
Artykuł sponsorowany a reklama natywna: czym się różnią i co wybrać dla firmy
Czytaj więcejCzy warto kupować artykuły sponsorowane: kiedy się opłacają, a kiedy to strata budżetu
Czytaj więcejJak napisać artykuł sponsorowany, który redakcja przyjmie, a czytelnik doczyta do końca
Czytaj więcejSpraw, by marka była cytowana przez AI
Digital PR pod widoczność w AI, jawnie zgodnie z UOKiK, w przewidywalnym stałym abonamencie.